Bezpieczne zbliżenia

„Podaj numer karty” brzmi niewinnie, ale to jest proszenie o najbardziej uniwersalny klucz do Twoich pieniędzy: ciąg cyfr, który (czasem razem z datą ważności i CVV) da się użyć zdalnie. Płatność zbliżeniowa działa inaczej – zamiast przekazywać „sekret”, przekazujesz jednorazowy dowód, że ta konkretna transakcja jest OK.

I ta różnica robi całą robotę.

Dwa światy: karta obecna i karta nieobecna

Najprościej: są płatności, gdzie karta/telefon są fizycznie przy terminalu, i są takie, gdzie ich nie ma.

  • Zbliżeniowo w sklepie to zwykle transakcja typu „karta obecna”.
  • Wpisywanie numeru karty w internecie to transakcja typu „karta nieobecna”.

Dlaczego to ważne? Bo najwięcej nadużyć dzieje się właśnie w świecie „karta nieobecna” – tam łatwiej użyć skradzionych danych, bo nikt nie widzi fizycznej karty, nie ma chipa przy terminalu, nie ma dodatkowych zabezpieczeń wynikających z obecności karty.

Co naprawdę wysyła płatność zbliżeniowa

W płatnościach z chipem (także zbliżeniowo) karta lub telefon generuje unikalny, jednorazowy kod dla transakcji. Bank (albo system płatniczy) może sprawdzić, że to nie jest „goły numer”, tylko poprawnie wygenerowany dowód autentyczności dla tej konkretnej operacji.

W praktyce: nawet jeśli ktoś podejrzy część danych technicznych, to nie dostaje „hasła do karty”, tylko coś, co nie nadaje się do powtórzenia w innym miejscu.

Numer karty to dane wielorazowe (i to jest problem)

Numer karty działa jak identyfikator, który można używać w kółko. Gdy podajesz numer karty w sklepie internetowym albo przez telefon, to te dane:

  1. trafiają do systemu sprzedawcy (albo pośrednika),
  2. mogą zostać zapisane (czasem celowo, czasem „przy okazji” w logach),
  3. mogą wyciec w wyniku ataku na sklep, zainfekowanego komputera, phishingu albo zwykłego bałaganu.

Czyli mnożysz liczbę miejsc, w których Twój numer karty istnieje. A im więcej miejsc – tym większa szansa, że któreś kiedyś zawiedzie.

Zbliżeniówka ogranicza ten problem, bo w sklepie nie musisz nikomu dyktować numeru, a transakcja jest realizowana w trybie, który z założenia nie opiera się wyłącznie na „cyferkach”.

Telefon zbliżeniowo jest zwykle bezpieczniejszy niż karta zbliżeniowo

Kiedy płacisz Apple Pay lub Google Pay, dzieje się jeszcze jedna ważna rzecz: sprzedawca zwykle nie dostaje Twojego prawdziwego numeru karty. Zamiast tego używany jest numer zastępczy (token) przypisany do urządzenia lub portfela, a do transakcji dochodzi dynamiczny kod bezpieczeństwa.

To świetny mechanizm ograniczania skutków wycieku: nawet jeśli jakiś sklep gdzieś zbierze dane o transakcjach, nie dostaje kompletu „karty do wpisywania w internecie”.

„Ale zbliżeniowo też można ukraść” – prawda, tylko inaczej

Bezpieczeństwo nie jest magiczne, jest porównawcze.

Ryzyka zbliżeniówki:

  • ktoś może ukraść fizyczną kartę i próbować płacić do limitów (dlatego limity i PIN są ważne),
  • istnieją rzadkie ataki techniczne na NFC,
  • telefon można zgubić.

Tyle że:

  • telefon zwykle wymaga kodu lub biometrii, zanim pozwoli zapłacić,
  • tokenizacja (w portfelach) ogranicza użyteczność przechwyconych danych,
  • największa przewaga pozostaje: nie rozdajesz numeru karty po wielu systemach.

Co robić, gdy musisz podać numer karty

Czasem nie da się inaczej (małe sklepy, rezerwacje, subskrypcje). Wtedy zmniejsz „promień rażenia”:

  • Jeśli jest opcja, wybieraj płatność portfelem (Apple Pay/Google Pay) zamiast ręcznego wpisywania danych.
  • Używaj kart wirtualnych albo ustaw limit na transakcje internetowe (wiele banków to oferuje).
  • Nie zapisuj karty „na stałe” tam, gdzie nie musisz.
  • Włącz powiadomienia o transakcjach – szybciej zauważysz coś podejrzanego.

Podsumowanie

Płatność zbliżeniowa jest zwykle bezpieczniejsza, bo:

  • ogranicza użycie danych wielorazowych (numeru karty) w miejscach, gdzie łatwo o wyciek,
  • przy transakcji generuje jednorazowe, dynamiczne dane zamiast polegać tylko na numerze,
  • a w przypadku płatności telefonem dodatkowo ukrywa prawdziwy numer karty dzięki tokenizacji.

W skrócie: zbliżeniówka nie jest „nie do złamania”. Jest po prostu sprytniejsza – zamiast rozdawać dane, które da się używać w kółko, woli produkować jednorazowe dowody transakcji. I to jest dokładnie ten rodzaj nudy, który w bezpieczeństwie kochamy.